| Jaka
jest data pańskich urodzin?
- Mam 93 lata, urodziłem się 29 marca 1911 roku.
Z jakich stron przybył Pan do Pastuchowa?
- Mieszkałem wcześniej w województwie małopolskim, w małej wiosce koło Bochni, w
gminie Wiśnicz Nowy - w Łomnej. Zajmowałem się tam głównie pracą na roli.
Co spowodowało, że zdecydował się Pan opuścić rodzinne strony i przybyć na
Dolny Śląsk?
- Po II wojnie światowej ziemie zachodnie były odzyskane toteż Krocie Polaków
"ciągnęło" z różnych stron, by zagospodarować obszar, będący niegdyś
wcielony do innych krajów. Jednym z tych ludzi byłem ja. Uznawszy, że są to dogodne
tereny do bytowania, ściągnąłem na Dolny Śląsk rodzinę. W 1945 roku osiedliłem
się w Kowalowicach k. Namysłowa. Byłem pracownikiem na kolei. Wkrótce przeniosłem
się do Pastuchowa ( dokładnie 10 kwietnia 1946 roku ). Pracowałem w fabryce cukru.
Otrzymałem od "Cukrowni" w dzierżawę 1 hektar pola.
Jak i gdzie spędził Pan lata wojenne?
- Spędziłem te lata w Małopolsce. W 1939 roku, gdy wybuchła II wojna światowa,
wraz z grupką kolegów, doszliśmy aż do Kolbuszowej, aby wziąć udział w wojnie.
Niemcy zajęli już owe tereny. Wróciwszy, zostaliśmy wysłani na "roboty
przymusowe" na rok do Niemiec. Pamiętam Niemca, u którego pracowałem. Nazywał
się Herman Gamp. Miałem przykry wypadek, zostałem operowany i przyjechałem z powrotem
do kraju. Pod koniec wojny udało mi się uniknąć rozstrzelania. A chodziło o ...
zboże! Rosjanie rozjuszeni tym, że chciałem zagarnąć nie należące do nikogo zboże,
chcieli mnie rozstrzelić Życie uratował mi sołtys wsi.
Jak wyglądał Pastuchów w latach powojennych?
- Pastuchów nie był zbyt zniszczony, zdewastowany. Gdzieniegdzie napotykałem
zgliszcza domów. W centrum wsi znajdował się staw i kościół ewangelicki z plebanią.
Został zniszczony podczas wojny. Z całej budowli do dziś zachowała się jedynie brama
wjazdowa.
Jak przeżył Pan te pierwsze lata pobytu i pracy w Pastuchowie?
- Tuż po wojnie zorganizowano ogólne dożywienie ludności. Obecnie ów budynek
znajduje się na ul. Wyzwolenia niemalże naprzeciwko "Cukrowni". Nasza rodzina
mieszkała i miała ziemie w Olszanach, lecz były już one rozdzielone i wówczas
zdecydowałem przyjąć się do "Cukrowni".
Czy dużo się od tamtej pory zmieniło?
- Nie ma już stawu, na pamiątkę nazwano ulicę Stawową. Kościół parafialny p. w.
Św. Barbary wielokrotnie przebudowywano. Zachowała się natomiast na całym swym
przebiegu dawna tzw. "droga węglowa", którą wozy konne transportowały
węgiel z Wałbrzycha do rzecznych portów Wrocławia.
Czy żyją jeszcze ludzie, z którymi tworzył Pan społeczność pastuchowską tu
na ziemiach odzyskanych po II wojnie światowej?
- Tak, żyje jeszcze o 3 lata starsza ode mnie kobieta: Stefania Faber oraz pani
Majdańska.
Rozmawiała: Róża Jóda. |