|
Pewnego letniego dnia, idąc prosto przed siebie znużoną szarą codziennością swojego
życia, dotarłam do miejsca, w którym przedtem jeszcze nie byłam. Znalazłam się w
zapomnianej części lasu. Wyglądała tak, jakby nikt tu wcześniej nie był. Jedyną
ścieżką do niej docierającą była ta, którą ja wydeptałam. Czułam się dziwnie,
jakbym odkryła nowy świat. Spostrzegłam, że jest tu mnóstwo zwierząt, które wcale
się mnie nie boją. Drzewa są grube, nienaruszone przez ludzi, tak szare, że na pewno
nie jedno już przeżyły. Wtem usłyszałam szept. Stawał się coraz głośniejszy,
wyraźniejszy, tak że słyszałam każde słówko. Nie wiedziałam, skąd dobiega ten
głos, ale postanowiłam się w niego wsłuchać. Opowiadał różne historie. Jedne
śmieszne, inne smutne. Wszystkie były o dawnych dziejach Jaworzyny i ich mieszkańcach.
Zaciekawiona usiadłam na kawałku mchu i zamknęłam oczy, by lepiej sobie to wszystko
wyobrazić. W mojej głowie na przemian migotały obrazy miejsc, budynki, twarze ludzkie,
a nawet ich tajemnice. W tym momencie ukazało mi się miasteczko dawnej świetności i
obyczajów, kiedy to Jaworzyna rozkwitała. Najlepiej upamiętnił mi się róg obecnej
ulicy Wolności i Westerplatte, po której jeszcze tak niedawno spacerowali ludzie. W
opowieści była także mowa o tej części lasu, gdzie właśnie się znajdowałam.
Opiewała ją nadzwyczajna historia. Wiedziałam, że ten, kto to opowiada musi mieć
świetną pamięć, znać wszystkich w Jaworzynie i słyszeć każde słowo wypowiedziane
przez daną osobę. W pewnym momencie otworzyłam oczy. Zdenerwowana spostrzegłam, że w
tej historyjce jest mowa o mnie. W uszach szumiały mi moje własne słowa, sekrety i
własne wspomnienia. Poczułam, że robi mi się smutno. Zaczęłam zastanawiać się, kto
może wiedzieć o rzeczach, które wiedziałam tylko ja sama. Rozejrzałam się dookoła,
ale nie widziałam żadnej osoby, która mogła wypowiedzieć te słowa. Wtem zerwał się
silny wiatr. Mimo to dalej było słychać tę opowieść. Stawała się coraz
donośniejsza, zdawałoby się, że jest napędzana przez wiatr. Spojrzałam w górę,
gałęzie drzew intensywnie się poruszały, ich liście nie szumiały tak, jak zwykle.
Dziś to one wypowiadały słowa historii. Nie wiem, jak było to możliwe, ale
przemawiały ludzkim językiem. Wychodząc z lasu stwierdziłam, że drzewa też lubią
czasem poplotkować. Są pełnoprawnymi mieszkańcami miasteczka. Tak jak i ludzie
śmieją się, przeżywają tragedie, smuci ich czyjaś śmierć. Od tej pory częściej
wsłuchuję się w odgłosy lasu. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś usłyszę głos
natury.
|