| Od
kiedy mieszka Pan w Irlandii?
Pracę zacząłem w styczniu 2003 roku, właśnie mija rok, a zanosi się na
więcej.
Kiedy podjął Pan decyzję o wyjeździe z Polski?
Decyzję o wyjeżdzie podjąłem zaraz po maturze. Decyzja ta spowodowana była
chęcią podróżowania, gdzie przy okazji można byłoby oswoić się z językiem, a i
zarobić pieniądze.
Czy od początku myślał Pan o Irlandii i wiedział, że celem pańskiej
podróży do Europy będzie właśnie ten kraj?
Dużo słyszałem o Irlandii jako o kraju dobrze rozwiniętym, o przyjaznych ludziach, a
przede wszystkim o walorach turystycznych tego kraju. Nie były one bez znaczenia przy
wyborze kraju, do którego chciałem się udać.
Czy trudno było Panu zaaklimatyzować się w nowym miejscu i jak długo to
trwało?
Ludzie, z którymi miałem i mam możliwość pracować są bardzo pozytywnie nastawieni
do otoczenia. Nie miałem zatem najmniejszych problemów z aklimatyzacją.
Jak przyjęli Pana współpracownicy?
Ludzie, z którymi pracuję to poza nielicznymi wyjątkami (szef i kilka osób z
obsługi) mieszkańcy różnych kontynentów. Mają różne systemy wartości, różne
doświadczenia życiowe, światopoglądy. Niektórzy z nich przywiązywali dużą wagę do
znajomości języka angielskiego, a wiadomo, że na to potrzebowałem trochę czasu.
Jednak takie cechy jak: solidność, pracowitość, rzetelność doceniane są w Irlandii
bardzo. Z czasem więc, wydaje mi się, przekonałem ich do siebie.
Z jakich krajów pochodzą Pana współpracownicy?
W pubie, gdzie pracuję, są zatrudnieni: Szkoci, Walijczycy, Anglicy,
Chińczycy, jeden Egipcjanin, mieszkaniec Bangladeszu. Ja jestem jedynym Polakiem.
Można poznać troszkę innej kultury, tym bardziej, że klijentami są nie tylko
Irlandczycy, ale i turyści z całego świata.
Jak postrzega Pan Irlandczyków i Irlandię? Co najbardziej Pana urzekło,
poruszyło, zachwyciło, a co drażni i nie podoba się?
Irlandczycy to przyjazny naród, choć jak wszędzie można tu spotkać ludzi, którzy
stanowią wyjątek od reguły. Bardzo pozytywną cechą, wydaje mi się, jest to, że
Irlandczycy nie mają uprzedzeń do obcokrajowców.
Co do Irlandii natomiast, to muszę przyznać, że jest ona, tak jak się rzekło o niej
mawiać: zieloną wyspą. Jest to miejsce godne odwiedzenia. I choć nie ma tu miejsc
egzotycznych, jak np. w Hiszpanii, na Wyspach Kanaryjskich, to posiada ona takie widoki,
klify i mnóstwo innych atrakcji, o których inne kraje mogą tylko pomarzyć. To jest
właśnie to, co mnie w Irlandii najbardziej urzekło, czyli przyroda, natura. Te klify,
moreny gdzie skały wbijają się w ocean i tworzą ostry spad do wysokości 200 metrów.
Równie urokliwe są krajobrazy górskie ( choć góry nie są tu wysokie- do 1200 m
n.p.m.)
A co mi się nie podoba? Drażni mnie brak punktualności u Irlandczyków. I nie jest to 5
czy 10 minut, ale bywa, że i po 20, 30 minut spóżniają się pociągi, autobusy. Gdy
ktoś nie ma samochodu, to naprawdę może być męczące.
Co Irlandczycy wiedzą o Polsce i Polakach, jak nas postrzegają?
Irlandczycy pamiętają głównie Lecha Wałęsę ( jak zresztą na całym
świecie), ale i żelazną kurtynę. Ci, z którymi rozmawiałem orientują się w
sprawach "Solidarności" i jej działań w tamtych czasach. Poza tym przede
wszystkim znają i bardzo szanują największego ze współczesnych Polaków - Papieża
Jana Pawła II.
O Polakach mówią, że jesteśmy bardzo pracowici i że nie boimy się żadnej pracy. To
może okazać się naszym atutem, szczególnie na początku, gdy ktoś ma problemy z
językiem.
W Europie o Irlandczykach mówi się, że to praktykujący katolicy,
przywiązani mocno do tradycji rodzinnej i narodowej i podobno w tym względzie
najbardziej podobni do nas Polaków , czy rzeczywiście?
Jeśli chodzi o religijność Irlandczyków, to rzeczywiście jest to naród bardzo
katolicki. Wygląda ona jednak inaczej niż u nas w Polsce. Tam gdzie pracuję jest
niewielki kościół, do którego uczęszczają okoliczni mieszkańcy, szczególnie na
niedzielne msze. Głównie są to ludzie starsi, dorośli. Mało młodzieży uczęszcza na
msze święte. Jeśli chodzi o tradycje chrześcijańskie i narodowe to również zmienia
się to, moim zdaniem, w złym kierunku. Irlandczycy większość czasu spędzają w
barach, pubach i to także podczas świąt, chodzą tam owszem całymi rodzinami (choć
nie zawsze ) i w ten sposób kultywują tradycję. W Polsce jednak mocniej utożsamiamy
się z rodziną, zwłaszcza poprzez klimat domowych świąt.
Świętem narodowym Irlandczyków jest dzień świętego Patryka. Wtedy wszyscy świetnie
się bawią, dlatego jest to zżyty ze sobą naród, mający z pewnością duże poczucie
wspólnoty obywatelskiej.
Jakie cechy i zwyczaje irlandzkie przeszczepiłby Pan na grunt polski?
Jak już wspomniałem dla kultury irlandzkiej duże znaczeni ma pub, "życie
na mieście", przesiadywanie w barach, których jest niewyobrażalnie dużo. W
piętnastotysięcznym miasteczku jest ich ponad trzydzieści. Ale moim zdaniem to nie jest
warte "przeszczepiania". To co warto od nich podpatrzeć i można byłoby u nas
zastosować, to ich życzliwe podejście do życia. Wygląda na to, że do wszystkiego
podchodzą z życzliwością i uśmiechem.
A co naszego - polskiego zaoferowałby Pan Irlandczykom?
Sądzę, że my jako naród mamy więcej do zaoferowania Irlandczykom niż oni
nam. Na przykład zaoferowałbym im zwyczaj dzielenia się opłatkiem przy wigilijnej
wieczerzy i wspólne rodzinne zasiadanie do wielkanocnego śniadania. To nasze polskie
niezwykłe przeżycia.
Kiedy myśli Pan o naszym mieście, o swojej rodzinie, o Polsce - to za czym
najbardziej tęskni?
Gdy jest się za granicą , zdanym tylko na siebie trzeba uczyć się na swoich błędach.
Z pewnością tęskni się za bliskimi , za rodziną , przyjaciółmi. Wtedy dopiero
można docenić najprostsze rzeczy, które w kraju są w zasięgu ręki, natomiast w
Irlandii, ponad 2 tysiące kilometrów dalej trzeba na to czekać, aż przyjedzie się do
kraju, np.: swojska, polska kiełbasa, świeży, polski chleb, pierogi. Wydaje mi się,
że gdyby Irlandczycy posmakowali naszych specjałów, byliby podobnego zdania.
Dziękuję serdecznie za rozmowę
Życzę dalszych sukcesów
Anna Bardzińska
|