Dziadek Antoni
urodził się na kresach w Żołudku koło Nowogródka. Pochodził z rodziny
wielodzietnej. Rodzina składała się z rodziców (Kazimierz i Emila) i pięciorga dzieci
(Bronisław, Stanisław, Józefa, Bernadeta). Ojciec dziadka pochodził z bardzo ubogiej
szlachty i pracował u księcia Czetwiertyńskiego jako traktorzysta. Prababcia zajmowała
się dziećmi. A gdy dzieci dorosły oddała córki do rzemiosła krawieckiego, jednego
syna Stanisława do stolarki, a najmłodszego Antoniego do kowala na przyuczenie zawodu. W
1937 r. dziadek poszedł do czynnej służby wojskowej w Wilnie. Był w jednostce saperów
wodnych. Gdy 17 września 1939 r. Związek Radziecki napadł na Polskę dziadek dostał
się do niewoli radzieckiej. Po kilku miesiącach gdy odwiedził go szwagier Antoni
Pruski, z jego pomocą dziadkowi udało się uciec z niewoli radzieckiej. Ukrywał się
przez 6 miesięcy, gdy jego była narzeczona wydała go NKWD. Zesłano go wtedy na
Syberię gdzie w tajdze wyrąbywał drzewa. Przeszedł tam gehennę, z głodu dostał
kurzej ślepoty. Pracował ponad swoje siły. W roku 1941 kiedy Anders zaczął tworzyć
armię, dziadek wraz z innymi Polakami i ich rodzinami szedł piechotą, wiele kilometrów
do punktu zbornego w Szepietówce . Stamtąd w łachmanach szli do Iraku. W Iraku
umundurowano ich i dziadek był w 2 korpusie 5 dywizji Kresowej 25 pułku Ułanów
Wielkopolskich. Dziadek walczył w Palestynie gdzie w chwilach kiedy już nie było walk
ze swoimi kolegami zwiedzali Jerozolimę, byli w Betlejem i widzieli stajenkę, w której
urodził się Jezus, byli również w Ogrójcu gdzie modlił się Jezus, dziadek miał
listek z drzewa oliwnego z tego Ogrójca, byli w świątyni gdzie odbita była i jest
stopa Chrystusa, widzieli Golgotę i zwiedzili wszystkie miejsca związane z Jezusem.
Zwiedzali również, Rzym i wszystkie jego zabytki. Dziadek Antoni był także w
Watykanie, w Wenecji i wielu innych włoskich miastach. W Egipcie zwiedzali piramidy
między innymi piramidę Cheopsa, widział Sfinksa, był na Saharze, ponieważ mieli tam
rozbity obóz. Dziadek Antoni powiedział, do mamy, że w czasie wojny widział tyle
śmierci, gwałtu i poniżenia człowieczej godności, że nigdy nie chciałby tego
wszystkiego jeszcze raz przeżyć. Dla niego najważniejszą wartością w życiu
człowieka było życie, nie przywiązywał się do wartości materialnych, nigdy nie
zabiegał o to żeby mieć tylko żeby być. We Włoszech po zdobyciu wzgórza Monte
Cassino 18 maja 1944 r.uhonorowano go Krzyżem Walecznym i Krzyżem Monte Cassino. Dostał
honorowe obywatelstwo Włoch. Miał wielu kolegów, którzy nawet po wojnie utrzymywali z
dziadkiem kontakt. Najbardziej zaprzyjaźnił się z Władkiem, który po wojnie gdy
wrócił do Polski, zamieszkał w Gdańsku. Mama gdy była mała pamięta jak kolega
dziadka, gdy przyjeżdżał do Piotrowic, opowiadał o małych arabach, którzy do ich
obozu przychodzili po jedzenie, jak zaprzyjaźniali się z nimi i płakali gdy wojsko się
wycofywało. Wojsko opiekowało się również rodzinami polskimi, które wraz z nimi
przedostały się na zachód. Mama opowiadała, że bardzo cieszyła się gdy
przyjeżdżał pan Władek, ponieważ był bardzo serdeczny, zmarł on w latach 60-tych.
Po zakończeniu wojny dziadek nie chciał wracać do kraju ze względu na represje.
Dziadek wyjechał do Anglii i tam pracował. Nie miał zamiaru wrócić do kraju, bo nie
czuł się szpiegiem jak o żołnierzach Andersa mówiono w komunistycznej Polsce, miał
żal bo walczył za ojczyznę. Dopiero gdy rodzina go szukała przez czerwony krzyż
wrócił do kraju ostatnim transportem w 1947 r. W kraju po 3 dniach został aresztowany,
ale szybko go wypuszczono. Przez wiele lat nie przyznawał się, że walczył w armii
Andersa, ponieważ chciał pracować i utrzymać rodzinę. Gdyby się przyznał nie
miałby pracy. W 1950 roku ożenił się z moją babcią Heleną, z którą miał dwoje
dzieci Danutę i Andrzeja. Pracował w PGR jako kowal. Potem chorował na gruźlicę.
Leczył się i zmarł w 1985 roku. Ze wspomnień dziadka mama nie wiele wie, ponieważ
dziadek nie chciał mówić, albo opowiadał sporadycznie, po prostu nie chciał wracać
do tych wspomnień najczęściej przykrych dla niego i bolesnych.
Natalia Lofek
|